"The Big Goomba"

To bylo cztery lata temu. Wtedy po raz pierwszy wybralem sie na ryby z Richem Gallagherem zwanym „The Big Goomba”. Byli wtedy z nami równiez, Greg Wilczynski i Todd Berg. Greg wygrywajac Mistrzostwa stanu Illinois w wedkarstwie podlodowym, organizowane przez Mike’a Jacksona, otrzymal wiele nagród. Miedzy innymi jednodniowa wycieczke z przewodnikiem, która ufundowal Rich. Greg, sam bedac przewodnikiem, mnie podarowal ta nagrode. Greg i Todd (równiez zawodowy przewodnik, bliski przyjaciel Grega) w jednej lodzi, ja i Rich – w drugiej. Jeszcze przed wyprawa zajrzalem do slownika, gdzie najblizsze slowu „goomba” bylo wyrazenie „goonda”, które w Indiach oznacza zbója lub bandziora. Wyobrazilem sobie logo na samochodzie Richa, a na nim muskularnego goscia i tegoz samego silujacego sie z muskie na logo lodzi. Jak sie pozniej okazalo mialem polowiczna racje. Logo przedstawialo, bowiem Richa „ujezdzajacego” muskie, muskularnego i na pierwszy rzut oka wygladajaceg na kogos, kto bez wiekszego wysilku potrafi zarzucac przynety calymi dniami. Pierwsze wrazenie bylo niesamowite. Byl to zimny, wrzesniowy dzien, wlasciwie nie najlepszy okres na lowienie muskie. Cala nasz czwórka swietnie sie jednak bawila, a zupa pomidorowa przywieziona przez Todda – po prostu pycha. O mnie krazyla wtedy opinia, ze w czasie wypadów wedkarskich „wyjadam” innym jedzenie, wiec cooler pozostawal pod kluczem. Mniemam, ze miala ona swój poczatek na wspólnych wedkowaniach z wujkiem Ronem, na Apple Canyon Lake. Moja ciocia Coleen zwykla pakowac dla nas na takie wyprawy znaczna ilosc kanapek i szesciopak Coli. Wujek Ron zartowal, ze nie zabieram ze soba wlasnego prowiantu i zjadam jego kanapki.

Spotkanie przed spuszczeniem lodzi.

Od lewej Wojtek Boguslawski, Mike McNett, Rich Gallagher.

Do kompletu brakuje Grega Wilczynskiego, ale wlasnie on robi to zdjecie.

Po prawej widac samochód Richa z logo przedstawiajacym go ujezdzajacego muskie.


Wspominajac wczesniejsze wyprawy z niecierpliwoscia czekalem na cieply, wiosenny dzien majowy, kiedy to znowu wraz z Richem znajde sie na wodzie. W maju muskie sa bardziej aktywne i latwiej jest je zlowic. Zdecydowalismy sie spotkac o 7 rano na Lake Catherine. Zadna z restauracji przy jeziorze nie byla jeszcze otwarta, wiec wzialem ze soba lunch. Powiedzialem Richowi, ze Greg Wilczynski chcialby wziac ze soba Wojtka Boguslawskiego – swojego nowego kolege piszacego artykuly dla polskiego magazynu „Zew Natury”. Richowi spodobal sie, ten pomysl. Greg nie mógl sie juz doczekac momentu, kiedy bedzie mógl wypróbowac nowe na rynku przynety produkowane przez firme Salmo. Mial ze soba cala kolekcje przynet Salmo na muskie, wiec wszyscy moglismy poeksperymentowac. Nie mam wedki na muskie, dlatego tez postanowilem zostawic swój sprzet wedkarski w domu. Rich na pewno nie mialby nic przeciwko, abym go wzial, ale przy ilosci wedek i sprzetu wedkarskiego przez niego posiadanego nie bylo to konieczne. Wystarczy zapytac o to jego zone Margie. Gdyby nie mial tylu przynet mogliby w garazu zmiescic jeszcze jeden samochód.

Kiedy przyjechalem w miejsce wodowania lodzi Greg, Wojtek i Rich juz sie dobrze bawili. Przylaczylem do nich i wspólnie wysluchalismy planu Goomby. Od jednego ze swych przyjaciól i partnera na zawodach zarazem, dostal „cynk” o dobrych do polowu miejscach. Informacja ta dawala nam ogromne szanse na zlapanie jednego z „potworów”. Od razu widac, ze Rich nalezy do grupy osób spedzajacych niezliczone godziny na wodzie. Odpowiedni dobór sprzetu, sposób manewrowania przyneta, wybór odpowiedniej przynety (np. dla danego jeziora czy pogody), metody odzyskiwania przynety – to niekonczaca sie lista sytuacji, z którymi mozna spotkac sie wedkujac. Juz podczas pierwszej wyprawy stalo sie dla mnie jasne, ze osoby uczeszczajace na wyklady Richa, a takze ci, którzy sluchaja jego audycji radiowych moga sie wiele nauczyc. Na jednym z seminariów poprosil wszystkich o przyniesienie mapy pewnego obszaru, aby mógl zaznaczyc na niej „rybne” miejsca. Rich nie jest typowym przewodnikiem. Pisze dla róznorodnych stron internetowych, takich jak np. BigMuskie.com, jest równiez pro-staffer dla muskyFIRST.com – jednej z najwiekszych stron internetowych poswieconych tematyce muskie. Jest takze prezesem Fox River Valley Chapter of Muskies, Inc. w Elgin (Illinois) – organizacji skupiajacej ponad 300 czlonków, regularnie spotykajacych sie w druga srode kazdego miesiaca. Od 2002 roku Rich bierze udzial w zawodach PMTT – profesjonalnej organizacji specjalizujacej sie w lowieniu muskie i ponad 10 razy znalazl sie w pierwszej dziesiatce zwyciezców turnieju.

Greg walczy po jednej stronie trzymajac mocno wedke...

... po drugiej stronie zas walczy muskie trzymajac delikatnie glidera Salmo

Greg holuje rybe z jednej lodzi, Wojtek robi zdjecia,

a Mike z drugiej lodzi umiejetnie podbiera muskie


Realizujac plan Richa pewnie zblizalismy sie do poludniowego kranca Channel Lake. Wczesna wiosna muskie znalezc mozna w plytkich zatoczkach porosnietych wodorostami. Nie jest przypadkowe, ze w tych samych miejscach inne drapiezne ryby skladaja ikre. Musza nie tylko chronic jaja, ale równiez siebie, gdyz muskie sa zwykle zainteresowane wiekszymi niz ikra posilkami. Kiedy temperatura wody osiaga ponad 60°F czy tez dochodzi do 70°F muskie przenosza sie do glebszych wód, szczególnie gesto porosnietych wodorostami.
Jeszcze tylko zdejme mój strój przeciwdeszczowy i mozna zarzucac wedki. Zawsze go dobrze jest miec przy sobie na wypadek deszczu czy silnego wiatru, mokre stopy to najgorsze, bowiem, co moze spotkac na wedkarskiej wyprawie – lepiej byc przygotowanym. Wyglada na to, ze synoptycy sie nie pomylili. Niebo czesciowo zachmurzone, okolo 72°F – ladny dzien na taka wyprawe. Jak mówi Rich zielony to dobry kolor na Chain of Lakes ( kompleks jezior na pólnocy Illinois) i sugeruje, abysmy uzywali róznych przynet – zwiekszy to szanse na udany polów. Udzial w zawodach wedkarskich nauczyl mnie, ze zespól wedkarzy lowiacych róznymi technikami potrafi duzo szybciej ocenic „czego chce ryba”. Ja zaczalem od wielkiej czarno-pomaranczowej obrotówki o nazwie Terminator, podczas gdy Rich wybral obrotówke typu buck tail o nazwie Voodoo, w kolorze zielonym. Wedkujemy na wodzie plytkiej, na glebokosci 3-4 stóp, przejrzystej na 6-8 stóp, czystej jak gin (rodzaj wódki). Rich tlumaczy, ze predkosc moze byc istotnym czynnikiem w sprowokowaniu ryby, lecz nie tak waznym jak pewnosc, ze listek obrotówki obraca sie... – Nagle ryba wziela! To bylo wspaniale. Na tego typu wyprawy czesto zabieram ze soba kamere video, tak bylo i tym razem. Przy okazji odsylam do mojej strony internetowej www.thefishyspot.com, gdzie zamieszczone sa filmy z niektórych „wypadów”. Obserwowalem Richa, który nagle krzyknal, ze ma follow, co oznaczalo, ze ryba podaza za przyneta w kierunku lodzi. Kiedy taka sytuacja ma miejsce wedkarz zazwyczaj odwraca przynete tak, ze zbliza sie ona do lodzi i wraz z czubkiem wedki zatacza „ósemke” tuz pod powierzchnia wody. Rich wykonuje ten manewr z mistrzowska precyzja przyspieszajac przynete i robiac nia niewielkie skrety. Przy trzeciej ósemce zobaczylem duzy otwarty pysk chwytajacy przynete Richa. Jest ryba! Dopiero, co zaczelismy! Rich wykonal dopiero piec rzutow przyneta! Zblizyl sie do mnie, na przód lodzi chcac abym poczul „moc” ryby. Jednak ja odmówilem, gdyz chcialem zlowic swojego muskie. W ubieglym roku zlowilem 51-calowego muskie na 6-stopowa wedke typu light action (lekkiej akcji) firmy St. Croix. Rich wraca wiec na tyl lodzi i w tym momencie ryba sie spina. Prawdopodobnie branie nastapilo za sprawa zielonego koloru. Czy on dopiero, co nie powiedzial, ze to jego ulubiony kolor? Moze bedzie chcial wymienic sie przynetami? Wkladam swoja kanapke do coolera i rozpoczynam wedkowanie.
Lowilismy na poludniowych krancach Channel Lake
. Przy jednym z moich rzutów w wodzie pojawily sie babelki. Wlasnie wystraszylem rybe. Podczas gdy wyplywalismy coraz bardziej w glab zatoki mialem kolejny follow, niestety ryba umknela zanim zdazylem zastosowac technike ósemki. Rutynowe cwiczenia pomiedzy kolejnymi zarzuceniami wedki to bardzo dobry pomysl, mozna sie bowiem przygotowac, gdy nadejdzie „ten czas”. Nie ma jak widok muskie z otwarta paszcza podazajacego za przyneta do lodzi. Wedzisko, którego uzywam ma 80-funtowa plecionke na kolowrotku ze stalowym przyponem dlugosci 10 cali. Greg i Wojtek maja wedki St. Croix zaprojektowane specjalnie na bassy, a na kolowrotkach plecionki 30-funtowe. Greg jest wedkarzem bardziej „finezyjnym” i lowi najwieksze ryby na mozliwie najdelikatniejszy sprzet wedkarski. Dla niego „walka” z ryba wazniejsza jest od samego jej zlowienia.
Pusta lódz i puste zoladki – w tej sytuacji zdecydowalismy sie ruszyc w kierunku Lake Marie. Wiejacy z predkoscia 10-20 mph wiatr burzyl Marie, a woda stawala sie coraz bardziej metna – juz tylko niecale 2 stopy widocznosci. Ciesze sie, ze to nie mi przypadlo utrzymywanie lodzi na wlasciwym kursie. Rich swietnie sobie z tym radzi. Zdazylem juz przetestowac kilkanascie przynet Richa, lacznie z Voodoo Tail JR, Reef Hawgs i intrygujaca przynete zwana BullDawg – gumowa, przypominajaca bullheada (ryba z rodziny sumowatych). Testowalismy równiez kilkanascie przynet Salmo dostarczonych przez Grega. Nagle uslyszalem krzyki dochodzace z sasiedniej lodzi i zobaczylem Grega trzymajacego wygieta wedke St.Croix i Wojtka usilujacego utrzymac lódz z dala od doków i w miedyczasie „pstrykajacego” zdjecia. Rich zapala nasza lódz i podplywamy do nich. Greg usmiechajac sie tlumaczy, ze lowiac na 3-stopowej wodzie poczul delikatne pukniecia w przynete, wiec minimalnie zwolnil predkosc jej prowadzenia, a równoczesnie zwiekszyl jej odskoki na boki (tak sie prowadzi przynety typu glider). W momencie zatrzymania przynety poczul mocniejsze pukniecie, co natychmiast skwitowal zacieciem. Jest ryba! Rich ustawil nasza lódz (wieksza od lodzi Grega i Wojtka) tak, ze moglismy przystapic do próby schwytania ryby Grega w podbierak.. Rich przyznal pozniej, iz nie wierzyl, ze to sie powiedzie.

Ryba wreszcie w rekach lowcy

Lowilem z Gregiem setki razy i wiedzialem, ze jego doswiadczenie w polaczeniu z umiejetnosciami sterowniczymi Richa musi przyniesc sukces. Zlapalismy wiec w siatke podbieraka pieknego muskie (39 ¼’’, odmiana pochodzaca z Leech Lake w Minnesocie) i to bez zadnych komplikacji. Greg uzyl do zlowienia tego okazu pomaranczowo-czarnego Slidera firmy Salmo (przyneta typu glider). Szybko dokonalismy pomiaru ryby, zrobilismy kilka zdjec i „odeslalismy” piekna zdobycz z powrotem do metnej wody. Pól dnia minelo i Rich stwierdzil, ze sprawdzilismy juz osiem miejscówek i pora poplynac na dziewiata. Greg i Wojtek mieli inne plany na reszte dnia i nie mogli dluzej zostac, wiec pozegnalismy sie z nimi. Rich i ja wyruszylismy natomiast w kierunku West Bay – innej plytkiej zatoki Lake Marie porosnietej wodorostami. Wiatr wzmagal sie, to znowu cichl, a Rich utrzymywal lódz miedzy bojami. Nadszedl czas na kolejna zmiane przynet. Chcialem nauczyc sie jak najwiecej na temat nowego sprzetu, wiec Rich zasugerowal abysmy „przerzucili sie” na top water baits (przynety powierzchniowe) i glidery. Pokazal mi, w jaki sposób uzywac pomaranczowo-czarnej Manty. Latwo domyslic sie skad ta przyneta wziela swoja nazwe. Z plastikowym ogonem (pelniacym funkcje steru) wyglada i plywa jak prawdziwa ryba. Glidery prowadzi sie w bardzo specyficzny sposób zwany „the walk the dog” (wyprowadzanie psa na smyczy), co charakteryzuje sie skokami przynety na boki (ze szczytówka wedki pochylona na dól) i krótkimi podszarpywaniami. Glider którego uzywalem skakal na boki tuz pod powierzchnia wody. Czym dluzsze pociagniecie przynety, tym dluzszy jej odskok na bok. Rich wybiera Maas Marudera - glidera powierzchniowego firmy Salmo, jedna z kilkunastu przynet tej firmy, które dal nam dzisiaj Greg do testowania. Zaprojektowany przez slynnego Al Maas, jednego z najslynniejszych przewodnikow na Muskie. Rich wybiera Marudera w kolorze zielono – pomaranczowym. To cos wyglada jak dziecieca zabawka – lódz podwodna z ogromnymi kotwicami zwisajacymi u dolu. Musi miec z 10 cali! Jestem zadowolony ze swojego glidera, gdyz latwo sie go prowadzi, Rich natomiast „ prowadzi swojego psa na smyczy” w postaci Mass Marudera, w gwaltowny sposób, co powoduje, ze przyneta swoim nosem robi duze fale raz w prawo, raz w lewo. Chyba próbuje troche wyladowac zlosc, która gromadzi sie w nim na sama mysl o utraconej dzisiejszego ranka szansie. Ja natomiast spokojnie operuje moja Manta z jednej strony na druga i kolyszac sie sam jak do snu rozmyslam o wydarzeniach dzisiejszego dnia... Nagle - nie wiadomo skad - slysze glosne uderzenie o wode. Szybko kieruje wzrok w strone tej torpedy, która polaczona jest – jak sie okazuje – z zylka Richa. To ogromny muskie, w polowie wynurzony z wody, atakujacy Maraudera od prawej strony. Rich instynktownie unosi wedke, a ryba tak szybko jak sie pokazala, tak tez znika.
- „Widziales jak duze bylo to cos?” – zapytal Rich.
- „Nie sposób bylo nie wiedziec.” To byla dla mnie sytuacja na wzór cwiczen przeciwpozarowych.
- „Jak myslisz, jak duza byla?”
- „Pamietam rozmiar glowy ryby, która zlapalem w zeszlym roku (51 cali) i wydaje mi sie, ze ta byla podobnych rozmiarów”.
- „To byla chyba jak dotychczas moja najwieksza ryba na Chain of Lakes”.
- „Czy czules jakas wage na zylce?”
- „Akurat” – odrzekl z niesmakiem Rich – „ pospieszylem sie i nie pozwolilem jej wziac przynety”.

The Prowler i jego muskie


Bylo jasne, ze Rich stracil szanse. Niedlugo po tym wydarzeniu zawrócilismy do Channel Lake. Wiatr oslabl i spokojnie wedkowalismy rozmawiajac o czasie, który uplynal od naszego ostaniego spotkania cztery lata temu.
Popularnosc Richa w „swiecie” muskie sprawia, ze jest on ciagle zajety – audycje radiowe z Mikem Norrisem czy Bobem Maciuliusem z Outdoor Notebook, program telewizyjny Steve’a Sarleya na CLTV. Rich zanurzyl sie w swiat wedkarstwa i zarazil nim czworo swoich dzieci. Jest aktywnym czlonkiem Chicago Fishing Has No Boundaries - organizacji skupiajacej ochotników, którzy poswiecaja swój czas, aby fizycznie i psychicznie wspierac uposledzone dzieci i osoby dorosle, które czerpia z wedkarstwa radosc i zadowolenie.
Minela kolejna godzina i nic. Postanowilismy uznac dzien za zakonczony. Nie bylo sensu kontynuowac, o czym przekonalem sie zagladajac do coolera Richa – byl pusty, ostatnia kanapka zjedzona. Wymienilismy sie numerami telefonów i zyczylem Richowi szczescia w nadchodzacych zawodach - Petenwell Flowage w Wisconsin. Obiecalismy sobie, ze wkrótce sie zobaczymy, a nie – jak w tym przypadku - po kilku latach. W drodze do domu myslalem o czasie spedzonym z Richem na wodzie i o tym, jak duzo sie zmienilo od momentu, kiedy znalem go tylko jako „The Big Goomba”. Tak naprawde w lowieniu ryb nie chodzi o samo lowienie. Chodzi natomiast o odnawianie starych przyjazni i nawiazywanie nowych. Ciesze sie, ze poznalem Wojtka z „Zewu Natury” i ze odzyla przyjazn z Richem. Po przemysleniach dochodze do wniosu, ze goomba musi oznaczac compadre - przyjaciel. Moje zamilowanie do wedkarstwa uwienczone sukcesem w postaci wygranej (wraz z moim partnerem Tonym Bosholdem) w North American Ice Fishing Championship 2005 ( Mistrzostwach Ameryki Pólnocnej w Wedkarstwie Podlodowym), pozwolilo mi spotkac wielu ludzi, którzy chetnie dziela sie wiedza i doswiadczeniem z innymi. Zawsze spotykaja mnie nowe doswiadczenia, gdy wedkuje z moim przyjacielem i mentorem Gregiem Wilczynskim.

Muskie to herbowa ryba Ameryki.

Kazdy powinien byc natychmiast po zrobieniu zdjec delikatnie wypuszczony,

nawet jesli przekracza „urzedowy” wymiar ochronny.

Takie jest niepisane prawo wedkarskie w tym kraju!


Blizsze informacje na temat Richa Gallaghera i jego uslug jako przewodnika znalezc mozna na stronie internetowej www.biggoomba.com. Mozna tez po prostu do niego zadzwonic (847-741-9771).

Mike McNett

Powrot