Inne Artykuły:

Regaty Konsula RP -2004

“Tanna-Wulkan i Religia”

“Bal Pirata”

“Saga Rodu Mastersów”

Drodzy Czytelnicy!

W wydaniu wrześniowym “Zewu Natury” napomknąłem nieśmiało o zbliżającej się nieuchronnie jesieni, a więc także, nieuchronnym końcu sezonu żeglrskiego w rejonie naszych – nowojorskich – szerokościach geograficznych. Smutne to rozważania, ale przyrody, a z nią i pór roku, nie da się oszukać. Niestety.

   Nieodzownym sygnałem, że czas “klarować” jacht do zimowania, jest największa  impreza sezonu – POLONIA RANDEVOUS. Odbywa się ona corocznie w pierwszy weekend września i niejako podsumowuje kończący się sezon. Potem, pozostaje już tylko coroczny zlot na State Island, w Port Jefferson, gdzie w smaganej zwykle zimnymi już wiatrami Zatoce Pirata,  najdzielniejsi “moriacy” żegnają się do przyszłego roku.To jednak jeszcze przed nami. Teraz, chciałbym jednak napisać parę słów o Polonii Randevous.

  W tym roku odbyła się ona na Block Island, wyspie położonej w pobliżu wschodniego cypla Long Island. Komandorem zlotu był nieoceniony Max, czyli Max von Strandtmann, a Vice-Komandorami Sławek Bielawski i Rafał Biernacki.

   Mam w zanadrzu przyzwoitą stertkę zdjęć z tego zlotu, i chętnie się z Wami nimi podzielę ( powiem więcej – specjalnie je dla Was popełniłem), ale najpierw chciałbym przedstawić Wam ideę całej tej zabawy, czyli co to jest POLONIA RANDEVOUS. Postaram się zrobić to w telegraficznym skrócie, żeby nie przynudzać, a może innym razem rozwinę ten temat, bo warto zapoznać się głębiej z tą imprezą, która obrosła już w historię.

   Otóż, “PR”, jak już nadmieniłem powyżej, odbywa sie corocznie w tym samym terminie, ale zawsze w innym miejscu i przez inne osoby jest organizowana, choć od pewnego czsu, zawsze pod patronatem Polskiego Klubu Żeglarskiego w Nowym Jorku. Tegoroczny zlot, był już jedenastym z kolei. Poprzedni-jubileuszowy, odbył się w Nowym Jorku, na lotniskowcu INTREPID, czyli w jednym z najbardziej prestiżowych miejsc na Manhattanie.

   Przed dopłynięciem na miejsce imprezy, “regacimy” się, czyli ścigamy od jakiegoś wyznaczonego punktu trasy, co jest już tradycją tak starą jak sama “PR”. Są ro regaty trochę z przymrużeniem oka, tym niemniej walka jest zażarta, a zwyciezcy nagradzani pucharami. Nie o to tu jednak chodzi. Głównym celem imprezy jest nasze wspólne spotkanie, nacieszenie się sobą, a przede wszystkim, manifestacja naszej POLSKOŚCI. W tym celu, nosimy na masztach “szpan-flagi”, czyli piastowskie orły na czerwonym tle, bandery i flagi narodowe oraz galę flagową. Rytuałem jest też, parada wszystkich jachtów w sobotnie popołudnie, co przyciąga zwykle tłumy turystów i mieszkańców portów, w których odbywa się akurat nasz zlot. Zawsze “bywamy” w mediach lokalnych i polonijnych. A jest się czym pochwalić, bo zwykle nasza flotylla sklada się z 25 – 30 jachtów, i to jachtów, których wstydzić się nie musimy. Gdy załopocą wszystkie nasze flagi, widok jest fascynujący. Nazywamy to w skrócie – BITWA POD GRUNWALDEM, bo rzeczywiście widok jest wspaniały – jak husaria gotowa do ataku. Kilkakrotnie musiałem tłumaczyć zaskoczonym i zauroczonym tubylcom, co to wszystko znaczy. Dla nich to jest niepojęte, że organizujemy to sobie sami, dla własnej uciechy i że jesteśmy dumni ze swojej jedności nie tylko narodowej, ale także jedności we wspólnej pasji życiowej, a także, że po prostu stanowimy bandę cieszącą się życiem, że bardzo lubimy być razem !

   Sobota jest dniem oficjalnych uroczystości. Podniesienie bandery, wspólny obiad, a po części oficjalnej – tańce i hulanki do białego rana. Niedziela upływa na wzajemnych wizytach na pokładach naszych jachtów, potem re-wizytach, i re-re-wizytach, by osiągnąć poziom re-re-re..chotliwy, co napawa troską wszystkich kapitanów, czy zdołają zebrać swoje załogi na czas wyjścia z portu.

   Cóż, (...) port to jest poezja rumu i koniaku (...), ale też tych dyskusji do białego rana na bezwzględnie najważniejszy problem grubości sterburtgrotbombramnokgordinga (taka lina na żaglowcu) i wpływu tegoż na rozwój dorożkarstwa w Kenii . Bez tego typu ustaleń, nasze spotkania były by znacznie uboższe.

   W niedzielny wieczór bandera opada, salut – do odwrotu głos trąbki wzywa. Czas w morze... Do przyszłego roku !

   Na POLONII RANDEVOUS – BLOCK ISLAND 2004 był, dzielnie swoich Czytelników reprezentował, a teraz do obiecanej galerii zdjęć zaprasza -

     Wasz Skipper Mario

Powrot