EDWARD BOCHNAK

   Kiedyś w życiu człowieka nadchodzi czas kiedy musi zmierzyć się z Naturą. Z jej potęgą która rządzi się swoimi prawami. Prawami przyrody. A prawo to nie znajduje i nie daje człowiekowi żadnej taryfy ulgowej, w tej nieraz zdawałoby się nierównej i z góry skazanej na niepowodzenie walce. Potęga Natury jest nieobliczalna i w wiekszości przypadków człowiek nie jest się jej w stanie przeciwstawić, obserwując jej niszczycielskie działanie. Wobec takiej działalności Natury jak trzęsienia ziemi, zmiatające w ułamkach sekund całe miasta, erupcje wulkanów pozostawiających po sobie popioły i zgliszcza, czy też potężne tornada równające z ziemią wszystko co napotkają na swojej drodze, człowiek jest całkowicie bezradny. Ale są wśród nas tacy , którzy rzucają wyzwanie naturze przeciwstawiając jej potędze, swój rozum, chart  ducha i nieprzepartą chęć dążenia do celu. Wiedzą, że w tym wyzwaniu stawka najczęściej jest własne życie. Wielu tą walkę przegrało, zostając w miejscach które pokochali. Stawiają czoła wyzwaniom dobrowolnie, gdyż raz posmakowawszy smaku zwycięstwa nad naturą, nie są w stanie  nasycić się tym na dłużej. Dażą dalej i wyżej wyznaczając sobie coraz trudniejsze cele.
   Takim jest EDWARD BOCHNAK, którego pierwsze wspomnienie z wyprawy w Himalaje, przedstawiamy Drogim Czytelnikom, po raz pierwszy na łamach naszego magazynu, „Zew Natury”. Kiedy w  2003 roku, stanął po raz  drugi ( w roku 2001 wyprawa na KAMET ) u stóp Himalajów w wyprawie na Ama Dablam, chyba nie do końca zdawał sobie sprawę ze skali trudności, z ogromnego ryzyka jaka ta wyprawa już w założeniach, niosła ze sobą. Jako doświadczony fotograf i kamerzysta podziwiał niepowtarzalne piękno gór. Był zresztą zafascynowany nimi od dawna. Teraz miał okazje i zamiar pokonać je, mimo wielu niewiadomych i dużej skali trudności graniczącej z ryzykiem. Po krótkim okresie aklimatyzacji, ruszył wraz z kolegami do których miał bezgraniczne zaufanie, w góry. Do walki z Naturą. Cel był jasny, choć położony wysoko w górze na wysokości 6825m npm. Szczyt Ama Dablam, który przyciągał jego myśli i wzrok niczym magnez żelazo. Walka okazała się bardzo trudna. Silne wiatry, przenikliwe zimno, pionowe - lodowe i granitowe skały, oraz ból, osłabiały bardzo jego siły i psychikę. Bo „na ścianie” , pozostawiony ze swoimi myślami, nie można pozwolić sobie na najmniejszy błąd, gdyż może to pociągnąć za sobą katastrofalne następstwa. W tej drodze na szczyt były i chwile zwątpienia i rezygnacji. Dręcząca Jego umysł myśl poddania się i powrotu w dół do bazy, towarzyszyła mu często. Dzieki psychicznemu wsparciu przez innych uczestników wyprawy, oraz olbrzymiej determinacji aby ociągnąć cel, pokonał je. W dniu 4 LISTOPADA o godz 3:00 PM stanął na szczycie AMA DABLAM. Z wysokości 6825m npm, widok na Mount Everest, Lotse i otaczające je majestetycznie inne wierzchołki, wynagrodził mu całkowicie cały trud wspinaczki. Widok ten zapamięta na zawsze.

                                                                                                                                 Józef Kołodziej