| |
Kalendarium Mysliwego
Wiosenne polowanie na indyki i nie tylko
Dziki indyk jest najwiekszym ptakiem na którego poluje sie w Pólnocnej Ameryce. Wystepuje w calych Stanach Zjednoczonych z wyjatkiem Alaski. Wystepuje takze w Kanadzie i Meksyku. Dorosly samiec wazy okolo 30 funtów i moze byc do 4 stóp wysoki. Samiczki sa znacznie mniejsze, rzadko kiedy waza wiecej niz 10, 12 funtów. Ich upierzenie jest metaliczne i nie tak efektowne jak ich partnerów. Sa doskonalymi biegaczami i rozwijaja szybkosc do 12 mil na godzine. Zagrozone przez kilkaset metrów moga rozwinac szybkosc do 35 mil na godzine. Fruwaja na krótkich dystansach gdy chca uniknac zagrozenia lub gdy szukaja wieczornego schronienia na drzewach. Ich pióra sa bardzo trudne do przebicia przez srut. Strzelajac na tulów mozna je tylko co najwyzej zranic. Strzela sie w glowe i szyje. Przed polowaniem dobrze jest potrenowac strzelanie do indyka. W tym celu nalezy zawiesic papierowa sylwetke indyka na tarczy i oddac do niej strzal. Do indyka strzelamy z amunicji magnum najlepiej 3.5 cala. Rozmiar srutu 6, moze byc 4 lub 5. Do tarczy najlepiej strzelac z pozycji siedzacej, na przyklad z
krzeselka ( gdyz na nim bedziemy siedzieli w zasiadce ). Nalezy strzelic z 25 jardów i obejzec rezultat.
Jesli patern jest dobry i w szyi glowie znajdzie sie wiele srucin mozna spróbowac strzalu z 30-tu, 35-ciu a nawet 40-tu jardów. Ja nie strzelalem do indyka nigdy z odleglosci wiekszej niz 35 jardów. Z tej odleglosci w celu powinno znalezc sie co najmniej 7 srucin. Bron do tego typu polowania powinna miec tzw. turkey choke (jest to super pelny choke umozliwiajacy duze skupienie srutu przy strzale).
Strzaly treningowe uzmyslawiaja nam jego efektywnosc oraz musimy tez przyzwyczaic sie do efektu oddania strzalu z amunicji typu magnum 3.5 cala. Ja strzelam z browninga automatyka. Po moim ierwszym strzale polecialem wraz z krzeselkiem do tylu na plecy. Nastepne strzaly oddawalem juz z krzeselka z oparciem. Kopniecie w ramie zakonczylo sie siniakiem mimo ze strzelalem z automatyka. Kopniecie z pump-gun’u jest jeszcze potezniejsze. Nalezy byc ostroznym wybierajac bron, z której bedziemy strzelac.
Rzadko który bok (over and under) lub dubeltówka (side by side) sa dostosowane do strzelania z amunicji
magnum a szczególnie 3.5 cala magnum. Na rynku w ostatnim czasie znalazlo sie wiele modeli
pump-gun’ów i automatyków odpowiadajacych tym parametrom. Strzelby przeznaczone na indyki sa zamaskowane kamuflarzem róznego typu lub sa matowo czarne ( nie odbijaja swiatla ). Jeszcze 10, 15 lat temu strzelby te nie byly produkowane gdyz polowanie na indyki praktycznie nie istnialo. Jednak reintrodukcja indyka który to program rozpoczeto w polowie ubieglego stulecia odniosla tak wielki sukces ze od nie dawna polowanie na indyki wchodzi do kalendarza polowan wielu mysliwych. Nic wiec dziwnego ze i firmy produkujace bron wypuscily wiele potrzebnych do tego typu polowania modeli. Mój ulubiony model to mosberg semi-automatic (matowo czarny).
Sa trzy sposoby polowania na wiosennego indyka.
Wiosna to pora godowa. Samce wydaja specyficzne gulgotanie charakterystyczne dla tego gatunku.
Dobrze zamaskowany mysliwy zaopatrzony w odpowiednie urzadzenia wydajace gulgoczace zawolania, przygotowany do strzalu wabi co jakis czas. Bardzo dobrze jest umiescic decoys w odleglosci 20 jardów od zamaskowanego mysliwego. Najlepiej imitacje jednego samca i jednej samiczki, w odleglosci okolo 6 stóp od siebie. Zwabiony gulgotaniem samiec gdy ujrzy samiczke obok innego samca bedzie chcial ja ukrasc. Nalezy byc przygotowanym gdyz samiec wbiegnie szybko z zamiarem zastraszenia obcego intruza. Cala akcja nie zabierze wiecej niz kilka sekund. Jesli nawolywania i decoys nie dadza rezultatów to nalezy udac sie na poszukiwanie indyków. W ciagu dnia indyki zeruja. Mozn je znalesc na polach i lakach a takze lesnych polanach. Trzeba uwazac na swieze slady. Sa to ciezkie ptaki, zostawiaja wiec duze wyrazne slady.
Na ostatnim moim polowaniu na indyki przybylismy na miejsce (prywatna farma której wlascicielka
dala na zezwolenie) tuz przed zachodem slonca. Znalezlismy wiec tylko miejsce na zasiadke wsród wysokich drzew na skraju polany. Prawidlowo, powinnismy byc duzo wczesniej i zbadac dokladnie okolice.Po sladach znalezlibysmy miejsca gdzie stada indyków zapadaja na noc. Niestety wiedzielismy tylko ze indyki tam sa i znajac ich tryb zycia wybralismy miejsca na zasiadke na chybil trafil. Na oznaczone miejsce przybylismy na pól godziny przed swietem. Miejsce w którym rozstawilem maskujacy namiot znalazlem bez klopotu przy pomocy GPS-u. Usiadlem wygodnie w krzeselku, okno z tylu glowy
mialem zasloniete, odkrylem okno na przeciw oraz z mojej lewej i prawej strony. Mialem dylemat. Zastanawialem sie w jaki sposób bede strzelal do indyka który ewentualnie nadszedlby z mojej prawej strony (jestem praworeczny).Musialbym dokonac obrotu calym cialem. Ale jak to zrobic siedzac w krzeselku? Spowodowalbym halas oraz mialbym strate czasu, a indyki sa bardzo szybkie i plochliwe.
W tej okreslonej sytuacji zdecydowalem sie strzelac z mojej lewej reki, biorac w ten sposób przyklad z John’a mojego serdecznego przyjaciela który jest obureczny. Niebo rozjasnialo sie powoli. Coraz wyrazniej rozróznialem kontury drzew i poszczególnych galezi. Rozlegly sie odglosy pierwszych ptaków.
Wiewiórki krzatajace sie na galeziach drzew podchodzily juz do mnie na odleglosc 10 stóp. Swiadczylo to o tym, ze jestem dobrze zamaskowany. Niestety do godziny dziewiatej nie wyszedl zaden indyk. Zrobilismy wiec z przyjacielem przerwe na sniadanie i wyruszylismy na poszukiwanie ptaków. Poruszajac sie w lesie przystawalismy od czasu do czasu lustrójac uwaznie otoczenie i nasluchujac. Samce bowiem od czasu do czasu wydaja charakterysczny gulgocacy odglos. Znalazlismy miejsce ich wczorajszego noclegu i pelno sladów zerowania w okól nich. Szukalismy wiec dalej. Po okolo godzienie John wskazal reka na swoje usta i uszy. Oznaczalo to, ze cos uslyszal i nalezalo teraz zachowywac sie bardzo cicho. Byl
piekny sloneczny dzien. Plamy slonca i cienia kladly sie na poszyciu lesnym. Powoli chowajac sie za
pniami drzew i omijajac suche galazki pod nogami, zblizalismy sie w kierunku zerujacego stada.
Wyraznie juz bylo slychac trzask lamanych przez nie galezi. John znajdowal sie okolo 5 metrów przede mna, gdy w odleglosci okolo 35 metrów z gestych krzaków wyszedl wielki samiec i tuz na nim stadko skladajace sie z okolo 10-ciu sztuk. Wsród nich byly dwie samice, a reszta to byly jednoroczniaki. John zlozyl sie do strzalu. W tym momencie stado eksplodowalo. Lopot poteznych skrzydel zaskoczyl mnie zupelnie. Skierowalem lufe na szyje lecacego juz samca, i mimo ze byl to tylko ulamek sekundy w pelni zdalem sobie sprawe z piekna jego kolorów i wielkosci. Byl okolo 45 metrów odemnie zranilbym go tylko przesunalem lufe na mlode-ta sama odleglosc, powoli opuszczalem karabin. Strzal. To John bedac blizej od stada zdecydowal sie strzelic do mlodego indyka. Ptak padl w ogniu. Oszolomienie tym co sie stalo,
w euforii podeszlismy do lezacego ptaka. John podniósl go i rozwinal jego duzy, piekny ogon. Ptak wazyl okolo 20 funtów. Dostal tylko jedna jedyna srucina w glowe. Sploszone strzalem ptaki nie daly sie juz wiecej podejsc. Wracajac John wyrazil ubolewanie iz nie zdecydowalem sie strzelac i proponowal zaczajenie sie na nienastepnego ranka. Ja jednak bylem zadowolony z mojej decyzji i uznalem polowanie za bardzo udane. Podjelismy decyzje o powrocie. Juz w samochodzie spotkalismy na poboczu kilka indyków, a na pobliskiej lace cale ich stado.
Dlugo siedzielismy w samochodzie obserwujac je i fotografujac. Pojechalismy bowiem polowac na indyki
a nie po indyki. Zycze wiec wszystkim moim czytelnikom-mysliwym równie udanych i pieknych dni.
Wojciech Boguslawski
POLOWANIE NA INDYKI W WHITESIDE COUNTY (IL)
Wypelniajac aplikacje na wiosenne polowanie na indyka dla siebie i dwóch moich kolegów po strzelbie, mialem nadzieje, ze bedziemy mogli zapolowac juz w pierwszym sezonie, który w strefie pólnocnej trwal od 12 do 16 kwietnia.
Okazalo sie jednak, ze wyznaczono nam ostatni sezon piaty, który rozciagal sie miedzy 6 a 13 Maja. Nie ukrywam, ze bylem rozczarowany, poniewaz z doswiadczenia wiem, ze kazdy nastepny termin zmniejsza szanse na sukces i to niezaleznie co jest przedmiotem polowania. Takie jest moje zdanie i nie kazdy musi sie z tym zgodzic, ale zeby nie byc goloslownym, wezmy pod uwage polowanie na white-tailed deer. Wszyscy ci, którzy maja doswiadczenie w tego rodzaju polowaniu wiedza, ze duzo wieksze szanse maja w pierwszym sezonie niz w drugim.
Podobnie jest z dzikimi indykami.
Wstepnie ustalilismy, ze niedziela i poniedzialek, tzn. 9 i 10 Maj, beda dla nas wszystkich najbardziej odpowiednie. Stalo sie jednak inaczej.
Wojtek i nasz kolega Amerykanin polskiego pochodzenia John, ze wzgledu na sprawy biznesowe nie dali rady wybrac sie z nami. Poniewaz niedziela juz nam odpadla i zostaly tylko cztery dni do konca sezonu, zdecydowalismy wraz z Rysiem, ze jedziemy w poniedzialek i tylko na jeden dzien.
Jesli chodzi o wiosenne polowanie na indyka, bylo to moje pierwsze i dlatego wlasnie chcialem przygotowac sie jak najlepiej i przeprowadzic je prawidlowo wedlug wszystkich instrukcji znalezionych w róznych dostepnych zródlach.
Przyznam sie szczerze, ze „obkuty bylem na blache”, jak na maturze kilkanascie lat temu,
poczawszy od dokladnego poznania anatomii tych ptaków, poprzez zachowanie, video kasety z polowaniami, a skonczywszy na kasetach z instruktarzem jak wabic uzywajac wabików membranowych, tzw. diaphragm calls. Ale niestety teoria to nie wszystko, najwazniejsza jest praktyka, czyli doswiadczenie. Ja takiego w tym temacie nie posiadalem i na domiar zlego nie bylo mozliwosci wczesniejszego zbadania terenu, na którym mielismy polowac i nie bylo mozliwosci rozpoczac polowania przed switem.
Na miejsce dotarlismy okolo godziny ósmej i jedyna iskierka nadziei na sukces byl dla mnie kolega Rysiek, który znal ten teren jak wlasna kieszen i choc nigdy nie polowal na indyki, to doskonale wiedzial, gdzie mozna je znalezc.
Pierwszym ptakiem, jakiego udalo nam sie zobaczyc byla, sadzac po rozmiarach, stara doswiadczona samica, która w pierwszym momencie pozytywnie zareagowala na moje wabienie i nawet zblizyla sie kilkanascie metrów w naszym kierunku.
Do samic jednak, w okresie wiosennym, nie strzelamy (wyjatek stanowia te, które posiadaja wyrazna brode-okolo 4% populacji), wiec dluzej sie nia nie zajmowalismy.
Niestety kolejna zmiana miejsca i kolejne wabienie, nie przyniosly oczekiwanego rezultatu. Majac swiadomosc, ze na indyki w stanie Illinois polujemy tylko do godziny 1 PM, podjalem decyzje o polowaniu z podchodu. Stwierdzilismy wraz z Rysiem, ze bede mial wieksze szanse, jezeli pójde sam, tym bardziej, ze on w tym dniu nie polowal a jedynie mi towarzyszyl i sluzyl rada.
Byla godzina 12 w poludnie i zostala jeszcze godzina polowania. Ruszylem pelen nadziei, a zarazem niepokoju, ze nie dam rady, ze za malo czasu zostalo, ze nie wykarze sie, choc bardzo tego chcialem. Mimo wszystko bylem szczesliwy, ze moge byc w lesie, polowac i przezywac to wszystko, co sklada sie na piekno polowania, niezaleznie od rezultatu.
Trafilem na dobrze wydeptana sciezke jeleni, dzieki której prawie bezszelestnie pokonalem spory obszar niezle zarosnietego, wiosennego lasu.
Po niecalej godzinie dotarlem do olbrzymiego pola kukurydzy i ku mojej radosci zobaczylem w odleglosci okolo 200 m. duzego ptaka, nerwowo zerujacego na ubieglorocznych pozostalosciach po kukurydzy. Lornetka pozwolila mi bezblednie ocenic jego plec. Byl to piekny, olbrzymi gobbler, marzenie kazdego mysliwego.
Dalej wszystko potoczylo sie, jak w kalejdoskopie. Szybka decyzja- podchodze.
Ruszylem przed siebie najciszej, jak tylko bylem w stanie to zrobic, serce walilo mi w piersi, niczym Dzwon Zygmunta. Podchodzac, staralem sie nie stracic wzrokowego kontaktu z ptakiem, ale mimo wszystko po kilkudziesieciu krokach zauwazylem, ze wyraznie zmierza on w kierunku lasu i w pewnym momencie stracilem go z oczu.
Wydawalo mi sie, ze jestem juz na odpowiedniej wysokosci i zostalem zmuszony do podjecia bardzo trudnej decyzji: czy podejsc jeszcze pare kroków, czy zostac.....?. Nie widzac ptaka, kazdy najmniejszy ruch mógl spowodowac jego ucieczke. Nie wiedzialem, czy jest na brzegu lasu, czy przeszedl juz granice i zniknal gdzies w gestwinie,
Takie pytania przemykaly przez moja glowe, a umysl szukal rozwiazania.
Ruszylem do przodu pare kroków i przykucnalem, zeby lepiej ocenic sytuacje. W tym samym momencie, za zaroslami ujrzalem tego „bystrzache”, juz patrzyl na mnie. Nim widok jego spojrzenia dotarl do mojej swiadomosci indyk zniknal, pozostawiajac za soba tylko tuman kurzu. W tej samej sekundzie- jak odruch bezwarunkowy, jak mrugniecie powieki zabezpieczajacej oko przed „intruzem”- padl blyskawiczny strzal.
Dal sie przechytrzyc, padl w ogniu. Lezal piekny, dostojny, resztkami sil kreslac ostatnie strofy testamentu.
Piekna lira, 10 calowa broda i calowy pazur, to trofea z tego jakze pieknego stworzenia, którym jest amerykanski dziki indyk (meleagris gallopavo).
Tych, którzy chcieliby zglebic wiecej informacji o tych ptakach odsylam do pierwszego majowego wydania Zewu Natury, lub na strone internetowa www.zewnatury.com, a wszystkim mysliwym zycze udanych polowan i takich emocji na wszystkich polowaniach w nadchodzacym sezonie lowieckim.
Darz Bór.
John C. Moskal
Powrot
|
|