|
JERZY MAJCHERCZYK
18-go maja 1981 roku, sześciu młodych śmiałków, Piotr Chmieliński i Andrzej Piętowski płynących w kajakach oraz Jacek Bogucki, Stefan Danielski i Krzysztof Kraśniewski płynących w pontonie pod przywództwem kapitana Jerzego Majcherczyka staje nad brzegiem Rio Colca. Stają do walki z Goliatem. Z nieokiełzaną górską rzeką, o której wiedzą, że nikt jej jeszcze nie „zdobył”. Nik z nich nie wie, jakie pułapki i niebezpieczeństwa czychają na nich w kanionie, przez który przepływa. Najgłebszym kanionie na świecie, w którym tylko towarzyszace im kondory są swiadkami ich zmagań z rozsierdzoną wtargnieciem intruzów, rzeką. Porywają się na czyn szaleńczy, wymagający heroicznej wprost odwagi i psychicznej odporności przez te trzydzieści trzy dni podboju Rio Colca. Ale inne, ich już nie interesuja. Stają, wydawałoby się do nierównej walki z potęgą natury. Zwierają się z nią w śmiertelnym uścisku, wiedząc, że nie ma odwrotu. Wiedzą, że w tej walce zwyciężcą może być tylko rzeka lub Oni. A rzekę muszą zdobywać metr po metrze, kamień po kamieniu, bystrze za bystrzem i nie mogąc sobie pozwolić na luksus popełniania błędów. Każdy błąd, może zakończyć sie zakończeniem tak długo przygotowywanej wyprawy. Każdy błąd, to pozostanie na zawsze w szaleńczej kipieli Rio Colca. W tej walce nikt już im pomóc nie jest w stanie. Są zdani na własne siły, na własne umiejętności, upór i ten niesamowity instynk przetrwania, drzemiący gdzieś głęboko w każdym z nich. I ta ogromna determinacja, nie poddania się nawet w bardzo trudnych chwilach. I ta myśl nieustannie błąkająca sie stale w ich umysłach, aby dopłynąć, pokonać rzekę będącą cząstką otaczającej ich grożnej i wszechwładnej natury. I z tej śmiertelnej walki, nadludzkim wysiłkiem, wyszli zwycięsko, na zawsze wpisując polskie nazwiska i polskie nazwy na mapę swiata. 18-go maja 1981 roku, o godzinie 14:14, Jerzy Majcherczyk wydaje pierwsza komendę: „Wiosłować, wiosłować równo i razem”, zanurzjąc jednocześnie pierwszy wiosło w wodzie Rio Coca. Rozpoczęła sie szaleńcza walka z żywiołem. Z NATURĄ.
P.S. Przedstawiamy Państwu poniżej fragment opini Pani Elżbiety Dzikowskiej o Jerzym Majcherczyku i pozostałych uczestnikach wyprawy, a także fragment wstępu autora książki, mając nadzieję, że jej autor, Pan Jerzy Majcherczyk, będzie częstym gościem na łamach naszego magazynu „Zew Natury”
Józef Kołodziej
Wstęp do ksiązki Jerzy Majcherczyk to fizyczny i psychiczny typ odkrywcy i zdobywcy. Taki, który się nie poddaje. Przypomina mi Hernana Corteza albo Francisco Pizarra podbijających nowe ziemie. Ma w sobie nie tylko ciekawość świata, jego penetracji ale też twórczy przymus, połączenie świadomości i instynktu, a to przecież jest najistotniejszym bodźcem każdej kreacji. Więc Majcherczyk musi ciągle do czegoś dążyć i coś odkrywać. Najbardziej ciągnie go do tajemniczych, nadzwyczaj szczególnych dziewiczych rzek, którymi jeszcze nikt nie spłyną. Peruwiańczycy wiedzieli jedynie, że przepływa przez ich południowe ziemie przepływa rzeka Colca. Jerzy Majcherczyk i jego koledzy porwali się na to ryzykowne przedsięwzięcie. Udało się. O trudach i przeżyciach pisze w książce, która powstała na podstawie notatek prowadzonych na bieżąco w trakcie wyprawy. To przydaje jego relacji szczególnej autentyczności. Elżbieta Dzikowska

|