Jul 30 2010

Hunters in Illinois Reminded to Sign up for Safety Education Courses

SPRINGFIELD, IL – Hunters are encouraged to sign up this summer for a free Illinois Hunter Safety Education Course coordinated by the Illinois Department of Natural Resources (IDNR), or take one of the web-based hunter safety study course/field day options that are available to earn a hunter safety certificate.
“Summertime is the ideal season to sign up for a hunter safety course to get ready for the busy fall hunting seasons,” said IDNR Director Marc Miller. “Whether you are an experienced hunter, an adult who is planning to hunt for the first time, or a youth hunter excited about heading to the field this fall, hunter safety education can help you enjoy a safe hunt.”
Illinois law requires that anyone born on or after January 1, 1980 must successfully complete a hunter safety education course before an Illinois hunting license can be issued. Illinois offers traditional hunter safety education courses, which are coordinated by the IDNR and taught by volunteer safety instructors. The courses include instruction on hunting regulations, hunter ethics and responsibility, archery, firearms, ammunition, first aid, wildlife identification and conservation. A minimum of 10 hours of instruction is involved.
While Illinois requires that many young and novice hunters take a safety education course, many states now require hunters of all ages to furnish evidence of having completed a hunter education course before issuing a non-resident hunting license.
Illinois hunters also have the option of participating in an online study course provided by either one of two authorized providers to help familiarize themselves with hunting safety information. The IDNR has partnered with Hunter-Ed.com and HunterExam.com to provide the necessary coursework to help complete hunter safety education requirements in Illinois. In addition to the online course work, students selecting the online option
must also attend a one-day field day to finalize their hunter safety certification.
“Getting safety education to hunters is a good way to improve safety in the field, and offering both the traditional lecture-style hunter education course and the online study options give hunters of all ages a chance to take the course that best suits their schedule,” IDNR Safety Education Administrator Jeff Hopkins.
Reviewing the online safety coursework is free to anyone, providing another tool for seasoned hunters to use to refresh their skills or learn about new programs and equipment each year. Anyone interested in reviewing the online coursework can to do so through the IDNR website at www.dnr.state.il.us/safety.
Those who complete the hunter safety education course and pass the final exam receive a certificate of competency. More than 17,700 students completed the course in Illinois last year.
The IDNR Safety Education office reports there were 22 hunting-related accidents in Illinois in 2009. Of those accidents, two resulted in fatalities. In one instance, a bow hunter accidentally shot a fellow hunter; in the other case, a hunter died after falling from a tree stand.
“One incident is too many, and we want hunters to be safe while enjoying their outdoor experience in Illinois,” Hopkins added. “Safety education can help that cause.”
For more information on IDNR safety education programs – and a schedule of the traditional, in-person safety education courses, check the web site at dnr.state.il.us/safety or call toll-free 1-800-832-2599.

No responses yet

Jul 26 2010

Imprezy strzeleckie i myśliwskie w 2010 roku

Published by admin under Ogłoszenia

Kalendarium imprez można znaleźć TUTAJ

No responses yet

Jul 22 2010

Pięć minut przyjemności. Bielik – powrót na wolność

Published by admin under Fauna i Flora

Pięć minut przyjemności, szczęścia, szczególnego uniesienia. Tak można określić chwile gdy po długim leczeniu Bielik znika nam z pola widzenia. I chociaż wydawałoby się że nie warto tracić kilkunastu dni ciężkiej pracy, to w zupełności nam wystarczają te ulotne kilka sekund obcowania z ptakiem w locie. Pozostają wspomnienia te w głowie i te utrwalone na zdjęciach.

A scenariusz zawsze jest taki sam:

Późna jesień lub zima. Skute lodem pola, jeziora i rzeki. Zwierzęta zmuszone głodem szukają pożywienia. Ludzkie zabudowania to miejsce gdzie można znaleźć łakomy i łatwy kąsek. Lis, kuna i łasica to wróg numer jeden rolnika. Często zadowalają się odpadkami kuchennymi, do drobiu maja utrudniony dostęp. Ale w myśl zasady “chłop żywemu nie przepuści” nie mają prawa wstępu na gospodarkę. Na szczęście gospodarz jest zaradny. Nie pozbywa się zabronionego pestycydu bo przecież się przyda. Oficjalnie nie do zdobycia na rynku Furadan – pogromca ptaków i drobnych ssaków. Małe wiaderko wystarczy jeszcze na 10-15 lat. Przecież wystarczy jedna kura. Taka stara której nie żal dla lisa. Nasmarowana śmiercionośną trucizną słania się za stodołą. Na wszelki wypadek przywiązana za łapę do patyka, żeby sie nie zawieruszyła.

Pierwszą ofiarą jest lis. Często nie zdąży dojść do swej nory. Zwija się z bólu na polu pomiędzy stodołą a lasem. Targany konwulsjami jest szybko zauważony przez Bieliki, Orły Przednie i inne drapieżne ptaki. Z racji niesprzyjających warunków, w zimie żywiące się padliną

Jeżeli lis był łakomy a gospodarz nie szczędził różowego proszku padają na polu nie dokończywszy  uczty. Jeżeli przeżyją to właśnie zaczyna się ich walka z czasem. Kilkanaście godzin. Jeżeli maja przeżyć – liczy się dla nich każdy zbieg okoliczności i łut szczęścia. Jeden miał szczęście. Ktoś zauważa szamoczącego się wielkiego ptaka. Telefon do leśniczego. On już wie, na jego terenie zginęło w ten sposób 10 bielików w przeciągu 3 lat. Tylko tych policzonych. Znalezionych żywych lub martwych. Na wiosnę spod śniegu wyłaniające się czarne pióra, latem same szczątki, często z obrączką tylko dzięki której można zidentyfikować gatunek. Czy jest to bielik (w Polsce ok. 700 par) czy orzeł przedni (ok. 40 par). Kolejne szczęście, jest samochód i kierowca. Pojedzie 100 km w jedną stronę chociaż jest już po 15 i dawno powinien być w domu. Zastanawia się tylko czy warto, wkładając pudełko z orłanem na tylna kanapę. Czy ktoś zwróci mu za benzynę, czy ptak przeżyje, czy ktoś mu w ogóle podziękuje?. Na miejscu w ośrodku czekają  na niego. Nie wiadomo kiedy ptak dotrze ale muszą się przygotować. Droga jest śliska, z pól zawiewa śniegiem. Będą potrzebne 3 osoby. Jedna musi podać kroplówkę, druga trzymać ptaka tak by nie zachłysną się własnymi wymiocinami, trzecia podaje antidotum. Na szczęście każda z nich ma wyrozumiałą rodzinę, siłę i chęć pozostania już 5 godzinę po pracy.

Ptak dociera. Jego serce wytrzymuje stres, wstrząs, odwodnienie i destruktywne działanie trucizny. Nie poddawaj się – czułe słowa do ptaka – już tyle przeszedłeś. Nie wiadomo czy słyszy, na pewno jest sparaliżowany. Nie potrafi rozprostować szpon, które wbijają się w ciało kalecząc je. Kilka nieprzespanych nocy, na zmianę czuwanie. Potem karmienie siłą. Jednak każda przeżyta godzina działa na jego korzyść. Po trzech dniach potrafi już samodzielnie wstać. Jak dobrze pójdzie po następnych dwóch sam już je. Zaczyna cieszyć oko wybawicieli. Nie każdemu jest dane obcować tak blisko z dziką przyroda.

Aż przychodzi ten dzień, kiedy zaczyna patrzyć na ciebie jak na intruza,  jak na oprawcę który zamknął go w ciasnej klatce. To dobry znak, odzyskuje siły. Następne kilka dni – juz nikt bez asekuracji nie zbliży się do niego. Rozpościera złowieszczo skrzydła i szykuje się do ataku. Powoli trzeba się żegnać ze skrzydlatym pacjentem. Pudło już przygotowane. Teraz szybki chwyt i zakrycie głowy kocem. Nie ma mowy o pomyłce. Wtedy cierpi albo ptak albo ty. Zaciśnięte szpony na twojej ręce nie należą do przyjemności. Chwila zawahania a ptak uszkodzi sobie skrzydło i przedłuży pobyt w Ośrodku. Teraz już spokojnie. Wracamy do domu. Po 15 dniach leczenia, po wielu godzinach zwątpienia, obaw, strachu, w końcu szczęście. Tak naprawdę chwila szczęścia. On już instynktownie wie co się za chwile wydarzy. Nie szamocze się w pudle. Zamiera, jakby przed lotem chciał się skoncentrować, jakby szykował się na walkę. Po otwarciu pudła już się nie zastanawia. Wydaję się że ćwiczył to latami. Wyskakuje i bez chwili namysłu szybuje tylko w sobie znanym kierunku. Dla nas chwila szczęścia, nasze pięć minut. Jak miłosne uniesienie, ulga po długim napięciu. Tylko dlaczego tak krótko to trwało. Niestety chwila jest krótka i nie da się jej zatrzymać. Tak naprawdę trwało to nie 5 minuta a 10 sekund Kolejne 4,50 minuty żeby ochłonąć, spokojnie wsiąść do auta i odjechać. Ale poleciał i tylko to się liczy.

Tekst:   Lek. wet. Radosław Fedaczyński
Foto : Dariusz Delmanowicz
Ośrodek Rehabilitacji Zwierząt Chronionych w Przemyślu
www.orzw.pl

No responses yet